O autorze
31-latka, kochająca podróże, Mama pracująca i partnerka, obserwatorka życia codziennego z fascynacją zapatrzona we wszystkie etapy rozwoju małego człowieka. Optymistka, dla której szklanka jest zawsze do połowy pełna. Autorka i pomysłodawczyni www.mjakmama.eu

Tym, w jaki sposób my traktujemy naszych rodziców, zapracowujemy sobie na to, w jaki sposób kiedyś będą traktowały nas

www.pixabay.com
Szpital. Sanitariusze przywożą pacjenta z karetki. Pan, na oko około 80-cio letni, osłabiony, oczy przymknięte. Słyszę rozmowę pielęgniarki z lekarzem – Trzeba zrobić zabieg, pacjent chodzący? – nie, nogi odjęte, ma przyjechać żona, przywieźć leki… – Proszę pana, musimy pana zabrać na zabieg, słyszy pan, rozumie pan? – tak… a będzie bolało…? Spoglądam na pielęgniarkę, uśmiecha się ciepło

– Nie, nie będzie, proszę się nie bać.

Przejeżdżają łóżkiem tuż obok mnie, patrzę mu w oczy i uśmiecham się pokrzepiająco, odwzajemnia uśmiech.

Siedzę na krześle i czytam książkę, wjeżdża łóżko z pacjentem, po chwili z zamyślenia wyrywa mnie głos:

- Pani tu była cały czas?

- Tak, pilnowałam was obu – uśmiecham się

- Pani taka kochana córka… i tak zaufanie wzbudza, pani spojrzy i już człowiek się czuje bezpiecznie.

Wywiązuje się między nami rozmowa, poznaję historię, po której przychodzi refleksja. Pomagać rodzicom nie z poczucia obowiązku, ale z miłości okazuje się być coraz mniej popularne. Z wdzięczności i z szacunku, z głębi serca? Coraz trudniejsze. Być obok nie z musu, ale z potrzeby zapewnienia poczucia bezpieczeństwa – niezrozumiałe. Traktować tak, jakby się kiedyś chciało samemu być traktowanym – a kto o tym myśli? Uczymy nasze dzieci dziękować, ale szczerej wdzięczności ich nie nauczymy, bo na wdzięczność trzeba sobie zapracować. Nie zmusimy dziecka by nas szanowało, bo na szacunek trzeba sobie zasłużyć. Decydujemy się na dziecko, rodzimy, pielęgnujemy, zapewniamy byt, miłość, zaspokajamy potrzeby, spełniamy zachcianki czy ofiarowujemy drobne chwile przyjemności, od samego początku to nasza decyzja, decyzja o powołaniu nowego życia na świat i obowiązek związany z tą decyzją, jaki dobrowolnie na siebie nakładamy. Nie oczekujmy za to wdzięczności, jeśli nigdy nie zawiedziemy i pokażemy własnym przykładem dobre wzorce to ta wdzięczność przyjdzie naturalnie i u jej podstaw będzie leżała miłość, a nie poczucie spełnienia przykrego obowiązku.

Patrzę na swoją córkę i wyrażam nadzieję, że uda nam się ją wychować tak, by kiedyś w przyszłości potrafiła być empatycznym człowiekiem, by nie czuła brzemienia obowiązku, ale wewnętrzną radość z możliwości pomocy i naturalną chęć jej niesienia innym ludziom, a jeśli jej nie zawiedziemy to i nam rodzicom. Zaś w istocie tym, w jaki sposób my traktujemy naszych rodziców, zapracowujemy sobie na to, w jaki sposób kiedyś będą traktowały nas nasze dzieci.

Pani też tutaj? – pyta starszy pan o smutnych oczach

- Nie, ja do towarzystwa – uśmiecham się

- Ahh, moja córka nie miała czasu, musiała jechać…praca…rozumie pani? (nie, nie rozumiem, też mam pracę, przeziębione dziecko i jestem tutaj, dlatego przykro mi, nie rozumiem) – widzi pani, co na emeryturze człowiekowi przyszło? … miał być odpoczynek, a jest szpital… lekarz mówi, że jest źle… nie daje nadziei.


Zapraszam na www.mjakmama.eu
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...